reklama

Jak przed wiekiem ubierali się nasi przodkowie. Od święta

Opublikowano:
Autor:

Jak przed wiekiem ubierali się nasi przodkowie. Od święta - Zdjęcie główne
Opis: W czwartek, 22 października, sala łęczyńskiej biblioteki przy ulicy Bożnicznej 21 wypełniła się miłośnikami historii, regionalistami oraz mieszkańcami ciekawymi swoich korzeni.
Zobacz
galerię
7
zdjęć

reklama
Udostępnij na:
Facebook
Informacje łęczyńskieUbiór tradycyjny był strojem ściśle odświętnym. Na co dzień, do ciężkiej pracy na roli, chodzono w zgrzebnych ubraniach z lnu i konopi. Rzeczy te szanowano bezgranicznie.
reklama

Zwieńczenie wielomiesięcznych badań w terenie, wnikliwych kwerend muzealnych oraz setek godzin żmudnego szycia i haftowania. W Miejsko-Gminnej Bibliotece Publicznej im. Zbigniewa Herberta w Łęcznej zaprezentowano zrekonstruowane stroje ludowe z przełomu XIX i XX wieku. Projekt pod nazwą „Zaszyte w łęczyńskiej tradycji” przywrócił  pamięć o dawnym ubiorze mieszkańców tych okolic, stanowiącym specyficzną, nadwieprzańską odmianę stroju lubartowskiego.  

Finał projektu i wyróżnienie dla badacza

W czwartek, 22 października, sala łęczyńskiej biblioteki przy ulicy Bożnicznej 21 wypełniła się miłośnikami historii, regionalistami oraz mieszkańcami ciekawymi swoich korzeni. Spotkanie stanowiło podsumowanie projektu zrealizowanego w ramach ogólnopolskiego programu „Kultura ludowa i tradycyjna 2026”, finansowanego przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego przy wsparciu finansowym Gminy Łęczna.

reklama

Głównym punktem wydarzenia było pokazanie dwóch  kompletnych, odświętnych ubiorów: kobiecego i męskiego. Za stronę naukową, kwerendy oraz wykonawczą odpowiadał Michał Kowalik – kulturoznawca, etnograf i niestrudzony badacz kultury ludowej Lubelszczyzny. W uznaniu za wkład w ocalenie regionalnego dziedzictwa otrzymał„Lubelski Laur Dziedzictwa Kulturowego”.

– Zrekonstruowany strój odzwierciedla przełom XIX i XX wieku, czyli ostatni okres powszechnego występowania tradycyjnego ubioru na wsi – wyjaśniał podczas spotkania Michał Kowalik. – W tym czasie widać już wyraźne inspiracje modą miejską, co zwiastowało powolny zmierzch kultury tradycyjnej. Przeniesienie wyników badań na język praktyki wymagało połączenia rygoru naukowego ze sztuką krawiecką i zdobniczą. Samodzielne uszycie jednego takiego kompletu, wraz z ręcznym wykonaniem haftów, wykończeniem czepca i pasmanterii, zajmuje około 3 miesięcy wytężonej pracy po 8 godzin dziennie.

reklama

Naukowa prawda o stroju z okolic Łęcznej

Podczas prezentacji wywiązała się żywa dyskusja na temat tego, czy zaprezentowane stroje można bez wahania nazywać strojem stricte łęczyńskim. Jedna z uczestniczek dopytywała wprost o lokalną specyfikę miasta, które przez wieki słynęło z wielkich jarmarków i wielokulturowości.

– Jeżeli mielibyśmy ująć to potocznie, z punktu widzenia lokalnego patriotyzmu, możemy mówić o stroju łęczyńskim – tłumaczył Michał Kowalik. – Jednak w ścisłym ujęciu etnograficznym Łęczna i jej bezpośrednie okolice leżały na krańcu obszaru występowania stroju lubartowskiego. Na samej Lubelszczyźnie badacze wyróżniają aż 17 różnych odmian strojów ludowych. W powszechnej świadomości utrwalił się strój krzczonowski, który po wojnie stał się reprezentacyjnym kostiumem całego regionu w zespołach pieśni i tańca. Tymczasem niemal każda okolica miała własne niuanse. Nawet w obrębie samego stroju lubartowskiego kobiecy kaftan występował w co najmniej 6 różnych krojach.

reklama

Odtworzenie detali wymagało dotarcia do świadków historii i zasobów muzealnych. W trakcie realizacji zadania przeprowadzono wywiady z 94 osobami z terenu powiatu. Badaczom udało się także dotrzeć do unikalnej, prywatnej fotografii z epoki ukazującej mieszkańców w tradycyjnych szatach. Prawdziwym skarbem okazała się kwerenda w zbiorach Muzeum Narodowego w Lublinie na Zamku, gdzie odnaleziono oryginalny fartuszek pochodzący bezpośrednio z Łęcznej, który posłużył za wierny wzór do rekonstrukcji.

Aksamit, ogon i zielona wstążka

Prezentowany strój kobiecy przyciągał uwagę elegancją i wyważoną kolorystyką. Jego bazą jest lniana koszula o drobnym, subtelnym białym hafcie, który w tym rejonie nie rzucał się w oczy tak mocno, jak w innych częściach kraju. Na koszulę nałożono kaftan z zielonego welwetu, zapinany z przodu i obszyty ciemną pasmanterią. Dolną część stanowi spódnica w głębokim odcieniu zieleni, uszyta według tradycyjnego kroju „z ogonem” – materiał z przodu układa się gładko, a gęste marszczenia zbierają się dopiero z tyłu.

reklama

Na spódnicę założono biały, lniany fartuszek z ozdobną mereżką i haftem, wiernie skopiowany z muzealnego pierwowzoru z Łęcznej. O statusie majątkowym i stanie cywilnym dawnej gospodyni decydowały dodatki. Szyję zdobiły sznury korali ze szkła lub prawdziwego korala, a głowę wieńczył kunsztowny, tiulowy czepek z misterną koronką klockową i wiązaną pod szyją kryzą.

– Czepek przysługiwał wyłącznie mężatce – odpowiadał na pytania z sali rekonstruktor. – Panny nosiły warkocze, wianki z żywych lub sztucznych kwiatów z tkaniny i mogły mieć odkrytą głowę. Kobieta po ślubie bezwzględnie musiała chować włosy pod czepcem. Całość dopełniają skórzane, czarne trzewiki na niewielkim obcasie, zasznurowane zieloną wstążką dobraną idealnie pod barwę spódnicy.

Męska sukmana i miejskie nowinki

Równie okazale prezentuje się odtworzony strój męski, składający się z elementów przeznaczonych na chłodniejsze pory roku i ważne uroczystości kościelne bądź jarmarczne. Gospodarz nosił koszulę, w której korpus wykonano z surowego, szarego lnu, a jedynie widoczne spod kamizelki mankiety i stójkę uszyto z bielonego płótna. Na to nakładano ciemną, wełnianą kamizelkę obszytą galonami oraz czarne spodnie wpuszczone w wysokie, skórzane buty z cholewami robione na zamówienie u miejscowego szewca.

Najbardziej reprezentacyjnym elementem jest długa, brązowa sukmana wełniana z grubego sukna. Jej wyłogi, kołnierz i mankiety zdobi pleciony, czerwono-granatowy sznur z wełnianymi chwostami i pomponikami. Głowę męskiego manekina zdobi wysoka czapka barankowa z czarnego futra, noszona od jesieni do wczesnej wiosny, bo latem zastępował ją pleciony kapelusz słomkowy.

– Męski strój ludowy zaczął zanikać znacznie szybciej niż damski – zaznaczał Michał Kowalik. – Panowie, szczególnie młodzi kawalerowie, wyjeżdżali na targi, szukali pracy i chcieli upodabniać się do mieszkańców wielkich miast. Szybko zamienili sukmany na miejskie marynarki i garnitury, by nie odróżniać się na ulicy. Ubiór tradycyjny był zresztą strojem ściśle odświętnym. Na co dzień, do ciężkiej pracy na roli, chodzono w zgrzebnych ubraniach z lnu i konopi. Rzeczy te szanowano bezgranicznie. W kronikach z sąsiednich okolic zachowała się nawet anegdota o wyjątkowo zamożnej gospodyni, która posiadała aż 50 koszul. Ponieważ pranie w balii lub nad rzeką było katorżniczą pracą, zakładała co tydzień nową sztukę, a wielkie pranie urządzała zaledwie raz w roku.

W dyskusji głos zabrał także Eugeniusz Misiewicz z Towarzystwa Przyjaciół Ziemi Łęczyńskiej, wspominając o eksponatach przechowywanych w Izbie Regionalnej w Łęcznej oraz dawnych strojach zespołu „Łęcznianki”, które w swoich pierwszych wersjach również nawiązywały do zielonych spódnic i białych zapasek.

Zrekonstruowane stroje wraz z planszami edukacyjnymi można oglądać na wystawie zorganizowanej na parterze miejskiej biblioteki. Towarzyszy jej okolicznościowa publikacja podsumowująca badania etnograficzne, dzięki której wiedza o ubiorze dawnych łęcznian pozostanie trwałym elementem lokalnej tożsamości.

 

reklama
WRÓĆ DO ARTYKUŁU
reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy
reklama
reklama
logo