Złamania łopatek, rozerwanie mostka, połamane żebra i obrażenia płuc
Leży na podłodze, mój brat. Nie oddycha. Leży na plecach brat
- mówił niewyraźnie przez telefon Piotr M., dzwoniąc po pomoc.
Podczas przedostatniej rozprawy sąd, jako dowód w tej sprawie, odtworzył nagrania połączeń oskarżonego z numerem 112. Mężczyzna był pijany, bełkotał, momentami łamał mu się głos. Dyspozytorom trudno go było zrozumieć. 36-latek nie był w stanie wyjaśnić, co się dzieje.
- Rozmawia z panem? - dopytywała dyspozytorka.
- A skąd?! Leży na podłodze! - odpowiedział Piotr M.
- Niech pan uciska jego klatkę piersiową - pouczyła pracowniczka 112.
- I ożyje? - pytał oskarżony.
W czasie odtwarzania nagrania siedział bez ruchu w sądowej ławie ze spuszczoną głową. Do sądu został doprowadzony skuty kajdankami przez policjantów z aresztu, w którym przebywa od Bożego Narodzenia w 2024 roku.
36-letni Piotr M. był oskarżony o zabójstwo Pawła, swojego starszego brata. Od początku się nie przyznawał.
Sekcja zwłok wykazała, że 50-letniego mężczyznę uderzano wielokrotnie po twarzy, głowie, szyi, a dodatkowo skakano mu po klatce piersiowej. Świadczą o tym złamania talerzy obu łopatek, rozerwanie mostka, połamane żebra i obrażenia płuc. Ofiara miała ponad 4,7 promila alkoholu w organizmie. Gdy na miejsce przyjechała wezwana przez Piotra M. pomoc, Paweł już był martwy.
Do tragedii doszło w Bogdance w gminie Puchaczów (pow. łęczyński). Piotr M. przed zdarzeniem pracował jako górnik w jednej ze spółek górniczych, wykonującej kontrakty m.in. dla LW Bogdanka S.A. Został także oskarżony m.in. o znęcanie się nad swoją konkubiną.
Śmierć wydłużona w czasie
Na przedostatniej rozprawie, 23 marca, na pytania sądu odpowiadał biegły z zakresu medycyny sądowej, który był obecny na miejscu ujawnienia ciała Pawła M. oraz przeprowadzał sekcję zwłok pokrzywdzonego. Stwierdził kategorycznie, że obrażenia 50-latka zostały mu zadane jeszcze za jego życia, a nie były one, na przykład, efektem intensywnej resuscytacji krążeniowo-oddechowej. Wykluczył też, że obrażenia mogły być efektem upadku.
Przyczyną zgonu Pawła M. były obrażenia klatki piersiowej
- zastrzegł biegły.
Na znajdującym się w sali rozpraw telewizorze wyświetlono zdjęcia denata. Widać na nich ofiarę leżącą na podłodze pomieszczenia. Na głowie Pawła M. są plamy krwi, pokrzywdzony ma wyraźne sine ślady na niemal całej klatce piersiowej i plecach.
Specjalista ocenił, że zgon Pawła M. nastąpił około godz. 5-6 rano, przy czym śmierć pokrzywdzonego była wydłużona w czasie, nie nastąpiła bezpośrednio po obrażeniach.
Oskarżony zmienił zeznania i linię obrony
Te ustalenia biegłego częściowo zazębiają się z wersją wydarzeń oskarżonego. Ten bowiem zabrał głos na rozprawie, zmieniając dotychczasowe zeznania i linię obrony. Początkowo twierdził, że gdy wychodził z kontenera brata, to ten nie miał żadnych obrażeń. 23 marca Piotr przyznał, że wielokrotnie uderzył pięściami feralnej nocy pokrzywdzonego.
Zamachnął się na mnie, zrobiłem unik. Zaczęliśmy się bić. Uderzyłem kilkukrotnie brata, może i nawet z dziesięć razy. W głowę i tułów. Poleciał na łóżko, ja poleciałem na niego. Jeszcze zadawałem mu ciosy, bo mnie złapał za koszulkę. Jak tylko mnie puścił, to przestałem go uderzać
- opowiedział w sądzie.
Dlaczego nagle zmienił swoją wersję wydarzeń?
Jest mi ciężko to wyjaśnić
- odparł oskarżony na pytanie sądu.
Pobiłem brata, nie chciałem tego zrobić. Bardzo żałuję tego, co zrobiłem. Wiem, że czasu nie cofnę i będę musiał żyć z tym do końca życia
- zadeklarował na koniec Piotr M.
Winny, ale nie zabójstwa
W mowie końcowej prokurator dowodziła, że nie ma wątpliwości co do tego, że Piotr M. działał z zamiarem zabójstwa brata i za swoje czyny powinien zostać skazany na 21 lat pozbawienia wolności.
Oskarżony ma dwójkę obrońców. Adwokaci przekonywali, że Piotr M. nie powinien odpowiadać za zabójstwo, a jednocześnie dowodzili, iż doszło w tej sytuacji do pobicia, a skutek śmiertelny nie był tu zamierzony.
Wyrok w tej sprawie zapadł 1 kwietnia. Sąd uznał Piotra M. za winnego, ale nie zabójstwa brata, a spowodowania u niego ciężkiego uszczerbku na zdrowiu skutkującego zgonem.
Oskarżonego uznano także za winnego m.in. znęcania się nad partnerką. Kara za te czyny to 13 lat pozbawienia wolności.
Wyrok nie jest prawomocny, strony mogą składać od niego apelacje.
JAK SĄD UZASADNIŁ TEN WYROK? WIĘCEJ W NAJBLIŻSZYM WYDANIU GAZETY "WSPÓLNOTA ŁĘCZYŃSKA", DOSTĘPNYM OD 7 KWIETNIA W PUNKTACH SPRZEDAŻY ORAZ NA E-PRASA.PL
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.