Reklama

Reklama

Syn zmarłego łęcznianina: "Ratownicy zachowywali się arogancko". Jest odpowiedź pogotowia

Opublikowano: 27 stycznia 2021 06:19
Autor: Kamil Kulig

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Informacje łęczyńskie Nie jesteśmy w stanie obiektywnie ocenić rozmów prowadzonych przez członków zespołu ratownictwa medycznego z rodziną obecną podczas interwencji - odpowiada Zdzisław Kulesza, dyrektor Wojewódzkiego Pogotowia Ratunkowego w Lublinie.

Reklama

Stłukła się figurka

Przypomnijmy: 7 stycznia w wyniku powikłań po Covid-19 zmarł łęczyński artysta-plastyk Robert Znajomski. Dwa dni później jego syn zamieścił na swoim blogu tekst zatytułowany "Na własnej skórze przekonałem się jak tragicznie działa państwo polskie".

Zły stan plastyka miał, zdaniem jego syna, przede wszystkim wynikać ze zbyt późnego skierowania go na test przez lekarza rodzinnego. Hubert Znajomski powiedział nam jednak, że nie wie, w jakiej przychodni leczył się jego tata.

Syn plastyka uważa także, że jego rodzina została źle potraktowana m.in. przez lekarzy łęczyńskiego szpitala.

"Nie popieramy zachowań aroganckich"

Hubert Znajomski twierdzi, że ratownicy zachowywali się wobec jego rodziny mało profesjonalnie, "wręcz arogancko i chamsko". "Złapali tatę za ręce i kazali mu chodzić na kolanach, bo inaczej by go nie przenieśli z wąskiego korytarza do miejsca, gdzie jest więcej przestrzeni. Tata miał saturację 37" – opisuje łęczyński bloger.

Otrzymaliśmy komentarz w tej sprawie Wojewódzkiego Pogotowia Ratunkowego w Lublinie na zarzuty Huberta Znajomskiego dotyczące zachowania ratowników w jego domu. Bloger pisał: "Żeby zrobić im miejsce (tata leżał w korytarzu) musieliśmy przesunąć jedną szafkę. Podczas przesuwania stłukła się figurka. Rozkazali (stanowczym tonem), by moja mama to posprzątała. Ona odparła, że jest za słaba. Ratownik odpowiedział jej, że koronawirus to nie jest niepełnosprawność".

Jak na te zarzuty odpowiada Wojewódzkie Pogotowie Ratunkowe w Lublinie? "Ze względu na ciężki stan pacjenta, trudne warunki lokalowe oraz konieczność szybkiego transportu do szpitala konieczne było udrożnienie drogi do przeniesienia pacjenta. Niezbędna była również współpraca z rodziną pacjenta. Do pomocy został wezwany również zastęp Państwowej Straży Pożarnej" – czytamy w odpowiedzi podpisanej przez dyrektora WPR w Lublinie, Zdzisława Kuleszy.

"Ze złożonego przez kierownika zespołu wyjaśnienia wynika, że podczas przesuwania mebli w celu udrożnienia drogi transportu pacjenta faktycznie słychać było dźwięk rozbijanego szkła. Stąd też była prośba o jego uprzątnięcie" – dodał dyrektor WPR.

Na końcu podkreślił on, że nie jest w stanie obiektywnie ocenić treści rozmów ratowników z rodziną Znajomskich. "Niemniej wszystkich obowiązują zasady wzajemnego poszanowania. Nie popieramy zachowań aroganckich, tym bardziej ze strony personelu medycznego" – podkreślił Zdzisław Kulesza.

Tymczasem dyrektor Szpitala Powiatowego w Łęcznej, Krzysztof Bojarski formie sprostowania odniósł się do zarzutów Huberta Znajomskiego, a także do naszego tekstu z poprzedniego wydania "Wspólnoty". Poniżej zamieszczamy w całości tekst sprostowania przesłanego naszej redakcji przez dyrektora Bojarskiego:

SPROSTOWANIE

W tekście, który ukazał się 19 stycznia 2021 r. we "Wspólnocie Łęczyńskiej" pt. "Tata mógł zostać uratowany, gdyby wcześniej trafił do szpitala"<wspólnocie łęczyńskiej=""> pojawiły się informacje, które wymagają sprostowania i wyjaśnienia. Autor wpisu na swoim blogu, a także autor tekstu Pan Kamil Kulig poprzez zastosowanie tytułu</wspólnocie> "Tata mógł zostać uratowany, gdyby wcześniej trafił do szpitala" i braku wyjaśnienia w tekście może sugerować, że odpowiedzialność za śmierć pacjenta ponosi SPZOZ w Łęcznej poprzez zbyt późne przyjęcie pacjenta do szpitala. A fakty są następujące: Pan Robert Znajomski został przewieziony do szpitala 30 grudnia 2020 r., nie został nigdzie odesłany i niezwłocznie przyjęto go do oddziału. Ze strony szpitala nie nastąpiło więc żadne zaniedbanie.

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (2)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

  • miesiąc temu | ocena +0 / -2

    Maria

    Ja również 30 grudnia trafiłam do szpitala w Łęcznej na oddział zakaźny. Od kilku dni w domu walczyłam z chorobą. Gdy stan się pogorszył (saturacja 84), mąż wezwał pogotowie. Bardzo szybko zostały wykonane konieczne czynności na SOR i znalazłam się na oddziale gastro-covid. Dziś jestem ozdrowieńcem. Łatwo jest osądzać innych. Fakty są takie, że trudno dodzwonić się do lekarza rodzinnego. mnie się udało po 2 dniach objawów chorobowych. Natychmiast dostałam skierowanie na test i objęta zostałam kwarantanną. Po tygodniu leczenia w domu stan się bardzo pogorszył. Po 13-dniowym pobycie w szpitalu nasuwają mi się następujące wnioski: Do pobytu w szpitalu należy się odpowiednio przygotować, ponieważ personel na oddziale zakaźnym może przebywać bardzo krótko. Według prawa covidowego ma chronić swoje zdrowie. Należy mieć sprawny telefon, gdyż na ścianie jest podany telefon alarmowy. Rodzina powinna zadbać o dostarczenie odpowiedniej ilości picia. Należy pamiętać, że personel wchodzi na oddział tylko na chwilę. Jeżeli jest problem z wstawaniem, to należy poprosić o pozostawienie picia w zasięgu ręki. Pamietajmy, że kubek może się przewrócić, a butelka może spaść na podłogę. Dlatego w zasięgu ręki powinno być kilka butelek.

  • miesiąc temu | ocena +3 / -2

    czytelnik

    Szerzy się przykład prezesa Kaczyńskiego, czyli obwinianie innych za własne zaniedbania i złe decyzje. Prezes też przez 11 lat zamazuje fakty związane ze śmiercią jego brata i wymyślił zamach. Tu przywieziono chorego w ostatniej chwili, bo pewnie wcześniej leczył się w domu witaminami.