Zbiórka prowadzona jest za pośrednictwem portalu Siepomaga i już teraz spotyka się z dużym odzewem ze strony lokalnej społeczności. Każde wsparcie przybliża Pawła do powrotu do zdrowia i normalnego życia.
Jak podkreślono w opisie zbiórki, choroba przyszła nagle i całkowicie zmieniła dotychczasową codzienność.
- Jeszcze kilka miesięcy temu mój Paweł był zdrowym, aktywnym mężczyzną i wspaniałym, zaangażowanym tatą. Dziś walczy o odzyskanie podstawowej sprawności, a wszystko zaczęło się w styczniu od pozornie niegroźnych objawów – mrowienia w kończynach i osłabienia – relacjonuje pani Renata małżonka mężczyzny. - W bardzo krótkim czasie pojawił się niedowład nóg, który doprowadził do hospitalizacji na oddziale neurologii. W niewiedzy i nieświadomości co miało się stać, zaczęliśmy badania pod kątem chorób neurologicznych. Ostatecznie zdiagnozowano zespół Guillaina-Barrégo. To ostra choroba neurologiczna o podłożu autoimmunologicznym, w której organizm atakuje własne nerwy. Prowadzi do szybko postępującego paraliżu, a w najcięższych przypadkach – do niewydolności oddechowej i walki o życie. U Pawła choroba ma właśnie taki ciężki, ostry przebieg. Mimo rozpoczętego leczenia stan pana Pawła systematycznie się pogarszał – doszło do całkowitego niedowładu wszystkich kończyn.
Po pierwszym etapie leczenia został przeniesiony na oddział rehabilitacji. Intensywne ćwiczenia zaczęły przynosić pierwsze, bardzo niewielkie efekty – pojawiły się minimalne ruchy palców i napięcie mięśniowe. To przynosiło rodzinie nadzieję, że da sobie radę z chorobą. Niestety organizm p. Pawła był już skrajnie wyniszczony. Choroba ponownie zaczęła postępować, pojawiły się problemy z przełykaniem i oddychaniem.
- Mąż trafił ponownie na oddział neurologii, gdzie przeszedł jeszcze sepsę oraz zapalenie płuc, które tylko bardziej osłabiły jego organizm – czytamy w opisie zbiórki. Na początku marca jego stan był krytyczny – trafił na Oddział Intensywnej Terapii, został zaintubowany i podłączony do respiratora. W tym momencie walczył nie tylko o sprawność, ale o życie.
- Dopiero po wielu tygodniach walki udało się odłączyć Pawła od respiratora i ustabilizować. 9 kwietnia wrócił na oddział rehabilitacji, gdzie ponownie rozpoczęła się codzienna walka o każdy, nawet najmniejszy ruch. Intensywna, stała rehabilitacja powoli przynosi korzyści, ale to jak powolne odbudowywanie fundamentów po całkowitej katastrofie.
Koszty leczenia i rehabilitacji są bardzo wysokie, a proces powrotu do zdrowia wymaga czasu, specjalistycznej opieki i intensywnej terapii. – Każdy dzień to walka o najmniejsze postępy. Wierzę jednak, że dzięki ludziom o dobrych sercach uda się zrobić kolejny krok naprzód – dodaje pani Renata.
Rodzina i bliscy nie ukrywają, że bez wsparcia z zewnątrz trudno będzie sprostać wszystkim wydatkom. – nie prosimy o wiele – każda, nawet najmniejsza wpłata ma ogromne znaczenie. To realna pomoc w leczeniu i nadzieja na lepsze jutro – zaznaczają.
- Paweł od kilku miesięcy nie widział się z naszym małym synkiem, który też bardzo tęskni za tatą. Ja codziennie dojeżdżam z Łęcznej do Lublina, często dwa razy dziennie, aby być przy mężu. Przed Pawłem długie miesiące, a być może lata intensywnej rehabilitacji. Ale to jedyna realna szansa na odzyskanie samodzielności - kończy pani Renata.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.