Reklama

Reklama

Kamil Kiereś (trener Górnika): Nie pompujemy się. Niczego nie mogę obiecać

Opublikowano: 23 lutego 2021 11:18
Autor: Rozmawiał Dominik Smagała | Zdjęcie: DSM/Archiwum

foto DSM/Archiwum

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Sport - Drużyn zainteresowanych walką o awans i o sporym potencjale organizacyjnym jest dziesięć, nawet 12. Stawka jest bardzo wyrównana, a wiosna jest zawsze trudniejsza - mówi w rozmowie z Tubą Łęcznej Kamil Kiereś, trener piłkarskiego drugoligowego Górnika Łęczna.

Reklama

Jak Pan podsumuje okres przygotowawczy Górnika do piłkarskiej wiosny w Fortuna 1. Lidze?

Okres przygotowawczy ocenia się przede wszystkim wynikami w rundzie po tych przygotowaniach. Można natomiast ostatnie tygodnie ocenić pod względem organizacyjnym. Mieliśmy w planach zgrupowanie zagraniczne, zrezygnowaliśmy z tego ze względu na pandemię i obostrzenia. Udało się zrobić to, co sobie przed okresem przygotowawczym rozpisaliśmy. Kwestia tylko, w jakich warunkach. Na Lubelszczyźnie zima była dosyć trudna, często padał śnieg, boiska były śliskie i zmrożone. Podeszliśmy do tego charakternie, nie narzekaliśmy. Zawodnicy wracali do treningów z różnych etapów. Niektórzy normalnie skończyli rundę i wracali wypoczęci, inni wracali po kontuzjach. Jak np. Marcin Stromecki, który dopiero w ostatnim sparingu z Wisłą Sandomierz dostał szansę na grę od początku. Są też zawodnicy, którzy do nas doszli, choćby Michał Mak. Ma duży potencjał, ale w Wiśle Kraków w ostatnim czasie nie grał. Są nowe nazwiska, mocne na papierze. Ale z nimi jest tak, jak z Bartkiem Śpiączką czy Bartkiem Kalinkowskim, którzy też potrzebowali czasu, by wprowadzić ich do zespołu i zgrać drużynę. Te przygotowania są wielowątkowe, ale globalnie jestem z nich zadowolony. Rozczarowaniem jest odpadnięcie z Pucharu Polski. Liczyliśmy na dłuższą przygodę w turnieju. Przełknęliśmy już tę gorzką pigułkę. Mecz z Arką pokazał nam więcej niż spotkania z drużynami z niższych lig. Był bardzo cenny w kontekście startu ligi.

Myśleliście o tym, by pojechać na zgrupowanie w Polsce?

Był w planach obóz w Opalenicy (woj. wielkopolskie - przyp. red.). Zrezygnowaliśmy, bo nie ma tam podgrzewanych boisk. Nie było sensu jechać w inne miejsce w Polsce, by nadal trenować na sztucznej nawierzchni. Całość przygotowań musieliśmy więc dopiąć na miejscu, w Łęcznej.

Mierzyliście się w sparingach z drużynami z niższych lig. Takie było założenie przygotowań czy po prostu tak wyszło?

Zmusiła nas do tego sytuacja, w żadnym stopniu to nie było nasze założenie. Przede wszystkim w planach było zgrupowanie zagraniczne w Turcji i trzy mocne sparingi z zespołami zagranicznymi. Dosyć długo ważyły się losy tego wyjazdu, a gdy okazało się, że nie jedziemy za granicę, to zaczęliśmy szukać rywali w to miejsce. Nie udało się nam zakontraktować na sparingi mocnych przeciwników. Warto mieć na uwadze, że na początku rundy gramy z GKS-em Bełchatów, Resovią czy Radomiakiem Radom. A właśnie te zespoły z naszego poziomu są w niedalekiej odległości od Łęcznej. Z kolei drużyny ekstraklasowe były na zagranicznych zgrupowaniach, a do tego szybko zaczynają rozgrywki ligowe.

Drużynę zasilił Michał Mak, z którym już Pan współpracował w przeszłości.

Gdy pracowałem w GKS-ie Bełchatów, kiedy walczyliśmy o awans do Ekstraklasy czy już najwyższej lidze, to Michał Mak był kluczowym zawodnikiem zespołu, strzelał dużo goli. W piłce jest jednak tak, że zawodnicy wchodzą w różne etapy, w różnych klubach. Teraz potrzeba dla Michała czasu. Sparing z Wisłą pokazał, że ma potencjał, dobre zachowania, ale trzeba to wkomponować w zespół.

Aleksander Jagiełło, kolejny z pozyskanych zimą piłkarzy, ostatnio grał w rezerwach Piasta Gliwice, na dużo niższym poziomie?

Nie mogliśmy oczekiwać, że zasilą nas zawodnicy na topowym poziomie. Rynek jest dosyć ograniczony, okienko zimowe jest trudniejsze niż letnie. Idziemy kierunkiem obranym poprzedniej zimy. Pozyskaliśmy zawodników, którzy być może nie od razu będą kluczowymi piłkarzami, ale liczymy, że z czasem będą mieli wpływ na to, co dzieje się w pierwszej jedenastce.

Gabriel Matei to zawodnik gotowy do gry w lidze?

Co innego, gdy piłkarze przychodzą do drużyny na początku jej przygotowań i można od razu wdrażać ich w rywalizację. Gdy Gabi do nas przyszedł, zespół miał za sobą już określoną liczbę treningów i sparingów. Praca musi być wykonana chronologicznie. Nowi piłkarze do nas doszli, ale robota musi być ogarniana na bieżąco.

Zaskoczyło Pana odejście Pawła Sasina?

Zaskoczyło, podobnie zamieszanie związane z całą tą sytuacją. Nie mnie to komentować. Jako trener po prostu dostałem informację, że Paweł chce odejść i nie ma opcji dogadania się w pewnych kwestiach między nim a klubem. Takie jest życie w piłkarskich klubach - zawodnicy przychodzą i odchodzą. Na pewno w pierwszym momencie żałowałem tego, że taki zawodnik nas opuszcza. Zawodnik, który jest doświadczony, w dobrej formie i taki, który przy pracy naszego sztabu odbudował się na poziom dostrzegalny w 1. Lidze. To było jednak już prawie dwa miesiące temu, więc jest to odgrzewanie tematu, który już dawno temu mentalnie zamknąłem.

Ma Pan już w głowie jedenastkę na mecz z GKS-em Bełchatów?

Myślę, że tak. Rozegraliśmy szereg sparingów, mecz pucharowy też mi pomógł.

Na ile ta jedenastka będzie zbliżona do składu drużyny z meczu w Gdyni?

Nie chcę mówić w tym momencie, na ile, bo do meczu zostało jeszcze kilka dni. Gabriel Matei zszedł ze sparingu z Wisłą Sandomierz z urazem kolana, sztuczne nawierzchnie mają to do siebie, że łatwiej na nich o kontuzje. Zbitą piętę ma też Tomasz Tymosiak. Michał Goliński nie zagrał z Wisłą, nie trenował przez trzy dni po meczu z Arką. Wiadomo, że z GKS-em nie zagra Bartek Śpiączka, który wystąpił w Gdyni, a w lidze musi pauzować za kartki, podobnie Tymosiak. Karol Struski, jeden z naszych kluczowych młodzieżowców, doznał wcześniej w okresie przygotowawczym kontuzji, która wyeliminowała go na kilka tygodni. Dopiero w poniedziałek wraca do pracy z zespołem. Bardzo na niego liczymy, nie tylko na skrzydle, ale też na dziesiątce. W tym tygodniu doszlifuję ten skład, na razie mam zarys.

Kadra zespołu jest zamknięta?

W stu procentach zamknięta.

Określacie konkretny cel na rundę wiosenną?

Tu się nic nie zmienia. Nie używamy słowa "awans". Ten sezon nazwaliśmy wysoką górą, która ma swój szczyt. My nie byliśmy wymieniani przez media w gronie zespołów, które miały się na ten szczyt wdrapać w dobrym tempie. Siedliśmy przed sezonem i powiedzieliśmy sobie, że każdy mecz ma taką samą wartość - trzech punktów. Dzięki odpowiedniemu nastawieniu, odpowiedniej pracy i realizacji założeń taktycznych całą rundę jesienną wspinaliśmy się pod tę wspomnianą górę w bardzo dobrym tempie. Lepszym, niż wiele innych drużyn. Jesteśmy wysoko w tabeli na półmetku. Dlaczego mielibyśmy się teraz zacząć cofać? Zrobimy wszystko, żeby skończyć sezon jak najwyżej. Przedstawiciele Widzewa Łódź czy Korony Kielce, czyli zespołów znajdujących się dużo niżej w tabeli, mówią otwarcie o tym, że mierzą w baraże. Drużyn zainteresowanych walką o awans i o sporym potencjale organizacyjnym jest dziesięć, nawet 12. Stawka jest bardzo wyrównana, a wiosna jest zawsze trudniejsza, bo praktycznie wszystkie zespoły mają określone cele - walka o baraże i awans albo walka o utrzymanie. Nie pompujemy się, niczego nie mogę obiecać. Wszystko jest jednak możliwe.

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.