Reklama

Wypadek w Wólce. Były policjant: „Nie zasługuję na wybaczenie”

Opublikowano:
Autor:

Wypadek w Wólce. Były policjant: „Nie zasługuję na wybaczenie” - Zdjęcie główne
UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości We wtorek ruszył proces byłego funkcjonariusza łęczyńskiej policji, który w grudniu ubiegłego roku śmiertelnie potrącił 19-letnią Kasię na przejściu dla pieszych. 

Witold B. mówił, że musi codziennie żyć ze świadomością, że przez niego zginęła młoda dziewczyna. - Nie proszę o wybaczenie, bo nie zasługuję na nie - mówił w sądzie do rodziców 19-letniej Kasi, którzy są oskarżycielami posiłkowymi.

Przypomnijmy, że wypadek miał miejsce 14 grudnia ubiegłego roku. Nastolatka wyszła z domu do chłopaka, kiedy na przejściu dla pieszych w Wólce Lubelskiej potrącił ją Witold B., który z żoną i psem jechał do swoich rodziców. Była mżawka i zapadał zmrok. Dziewczyna zginęła na miejscu, a były policjant uciekł z miejsca wypadku.   

Zatrzymał się, ale tylko na chwilę

Policja szukając ciemnego auta, sprawdziła około 100 samochodów w całej Polsce. W końcu znaleźli ciemnozielonego volkswagena passata w warsztacie samochodowym w Spiczynie. Wtedy okazało się, że sprawcą tragedii jest policjant z komendy w Łęcznej, który mechanikowi powiedział, że zderzył się z sarną.   

27-letniego Witolda B. wyrzucono ze służby i usłyszał zarzut spowodowania wypadku ze skutkiem śmiertelnym i nieudzielenia pomocy studentce. Ustalono, że policjant jechał w terenie zabudowanym ok. 55-60 km i według nowego biegłego przekroczona prędkość miała wpływ na przebieg wypadku. Według prokuratury Witold B. nie hamował przed przejściem dla pieszych i nie zachował szczególnej ostrożności.

Witold B. twierdzi, że jechał przepisowo i w dniu wypadku był trzeźwy. Zeznał, że zobaczył Kasię metr przed samochodem, a po potrąceniu studentki przejechał kilka metrów, zatrzymał się na chwilę i uciekł.

Zarzuty usłyszała również jego 25-letnia żona Monika, która jechała razem z mężem i też nie udzieliła pomocy Kasi, a później zacierała ślady przestępstwa. Do winy przyznała się dopiero wtedy, gdy śledczy zebrali przeciwko niej dowody.

Monika B.: „Nie mogliśmy spać, ani jeść”

Żona byłego policjanta zeznała, że zaraz po wypadku jej mąż krzyknął: „Uciekajmy!”. Później małżeństwo czekały bezsenne noce, wyrzuty sumienia nie pozwalały im jeść i ciągle płakali. Witold B. nazywał siebie „mordercą”, według zeznań żony, chcieli się przyznać do winy, ale bali się konsekwencji.

Rodzice studentki nie wyrazili zgody na ugodę, zgodnie z którą Witold B. zaproponował, że odbędzie karę czterech lat bezwzględnego więzienia, zapłaci bliskim nastolatki 15 tys. zł zadośćuczynienia i 2 tys. zł nawiązki na Fundusz Pomocy Pokrzywdzonym i Pomocy Postpenitencjarnej. Do tego sześć lat zakazu prowadzenia pojazdów.

Monika B. chciała dla siebie półtora roku więzienia w zawieszeniu na pięć lat i 2 tys. zł grzywny. Drugie tyle zapłaciłaby bliskim Kasi.

Proces trwa dalej, bo dla rodziny studentki nie jest to wystarczająca kara. Witoldowi B. grozi 12 lat więzienia, a jego żonie trzy lata. 

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE