Reklama

Reklama

Od rosyjskiej okupacji uciekły do Polski przez.... Rosję. Kolejna osoba dostała się tak do Łęcznej

Opublikowano:
Autor:

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Informacje łęczyńskie Najpierw do naszego miasta, pokonując 3,5 tys. km, dotarła Natalia Malinowska i jej córka. Teraz tę samą trasę pokonała pani Olena, która w Łęcznej spotkała się ze swoją wnuczką. Kobiety uciekły z miejscowości Kałanczak, znajdującej się pod rosyjską okupacją.

Reklama

Tam odpoczywała łęczyńska młodzież

Pani Olena jest kolejną mieszkanką tej miejscowości, która uciekła do Polski z okupowanego przez Rosjan obwodu chersońskiego przez Krym, Rosję, Łotwę i Litwę.

Wybór Łęcznej na schronienie nie był przypadkowy, bowiem miejscowa Szkoła Podstawowa nr 2 przez wiele lat współpracowała ze szkołami w Gołej Przystani i Kałanczaku, miejscowościami w obwodzie chersońskim na południu Ukrainy, tuż przy granicy z Autonomią Krymską.

Ta międzynarodowa współpraca polegała głównie na wymianie młodzieży. Uczniowie z Łęcznej, jeżdżąc do partnerskich miast, korzystali z uroków Morza Czarnego, m.in. odpoczywając w kurorcie Żelazny Port.

Teraz tereny te okupują Rosjanie, którzy swoje flagi na miejscowych urzędach zawiesili już w pierwszych dniach wojny.

Banki nie działają, brakuje jedzenia i leków

Okupanci nie pozwalają na utworzenie korytarzy humanitarnych i chcą rozpisać pseudoreferendum za włączeniem obwodu chersońskiego do Rosji. Od kilku tygodni władze kolaborujące z okupantami mówią o planach wprowadzenia rubli i wypłacie emerytur w tej walucie.

Ukraińskie banki nie działają, brakuje pożywienia, leków. Podstawowe produkty są kilkakrotnie droższe niż przed wojną. Do tego wciąż słychać strzały, bo toczą się walki po drugiej stronie Dniepru. A obraz rosyjskiego wojska na ulicach stał się tam już codziennością.

W miejscowościach, gdzie jeszcze niedawno tętniło życie, teraz pozostała mniej więcej jedna trzecia mieszkańców.

Ucieczka na zachód Ukrainy jest niemożliwa z powodu trwających walk i rosyjskich blokad. Dlatego jedną z najpopularniejszych dróg ucieczki do Unii Europejskiej stała się o wiele dłuższa trasa przez Krym i Rosję.

Firmy transportowe wyspecjalizowały się już w obsłudze tej trasy. Po przekroczeniu granicy z Autonomią Krymską na uciekinierów czekają kolejne busy na rosyjskich numerach, które zapewniają bezpieczny przejazd przez terytorium wroga.

Ucieczka ziemią wroga

I właśnie z tej trasy skorzystała ostatnio m.in. pani Olena, choreografka z Kałanczaka, która razem z zespołem folklorystycznym Żywczyki przyjeżdżała przed laty do powiatu łęczyńskiego. Grupa prezentowała się na scenach w Ludwinie i Milejowie. Już wcześniej do Łęcznej dotarła jej pięcioletnia wnuczka. Dziewczynka w Łęcznej spotkała się ze swoją mamą, która przyjechała z Turcji, gdzie również pracowała jako choreograf w ukraińskim zespole muzycznym.

Po przyjeździe rodzina mieszkała krótko w Łęcznej, a później w Kajetanówce koło Milejowa. A teraz panie wynajęły mieszkanie w Lublinie i szukają pracy.

Pięcioletnia dziewczynka, która dotarła wcześniej do Łęcznej, przyjechała do Polski m.in. z Natalią Malinowską, nauczycielką z Kałanczaka. O tym, jak ta Ukrainka o polskich korzeniach przetarła trudny szlak ucieczki przez terytorium wroga, pisaliśmy na łamach "Wspólnoty" w kwietniu.

Rosjanie pytali, czy na Ukrainie jest wojna

Przejście z Autonomią Krymską uciekinierzy przekraczają na piechotę. – Rosjanie pytali w kółko: "a dokąd się wybieracie", "a dlaczego?", "czy znacie jakichś żołnierzy z Ukrainy?" i "czy to, co się dzieje, to wojna, czy nie?" – opowiadała pani Natalia.

Uciekinierzy nie wchodzili w dyskusję z Rosjanami. Pani Natalia miała dobre tłumaczenie: wiezie córkę do szkoły w Polsce. Bo 16-letnia Anastazja jest uczennicą pierwszej klasy technikum w Zespole Szkół Rolniczych w Kijanach (na Ukrainę wróciła na ferie, gdzie zastała ją wojna).

W końcu Rosjanie przepuścili całą siódemkę, bo w takiej grupie uciekała pani Natalia i na Krymie czekał już na nich bus na rosyjskich numerach rejestracyjnych.

Przydały się ruble

Najpierw przejechali wybudowany po zagarnięciu przez Rosję most w Kerczu łączący Federację Rosyjską z półwyspem. Potem jechali przez terytorium wrogiego państwa dwa dni.

M.in. przez Rostów nad Donem, Woroneż, obwodnicę Moskwy, dotarli do granicy rosyjsko-łotewskiej. Podróż była ciężka nie tylko przez bardzo długi dystans.

- Po wprowadzeniu sankcji w Rosji nie działają karty bankomatowe, ale na szczęście znajoma miała ruble w gotówce i kupowała nam jedzenie. Zatrzymywaliśmy się jak najrzadziej, by tylko kupić najpotrzebniejsze rzeczy – relacjonuje nauczycielka z Kałanczaka.

- Pomogło nam to, że na wschodzie rozmawiamy po rosyjsku. Dzięki temu nikt w Rosji się nie zorientował, że jesteśmy Ukraińcami – dodaje.

Całą noc na granicy

Po dojechaniu do granicy z Łotwą bus dla bezpieczeństwa musiał odjechać. A uciekinierzy po przejechaniu 2,5 tys. kilometrów utknęli w długiej kolejce na granicy.

- Było tam pusto, z jednej strony tylko las. Żadnej ławki. Staliśmy w śniegu i deszczu, nie wiedząc, czy w ogóle nas przepuszczą. Czekaliśmy tak od godz. 21 do 8 rano. Było zimno, nie mieliśmy się gdzie ogrzać – opowiada pani Natalia.

Co gorsza, teraz te kolejki jeszcze się wydłużyły, o czym w maju przekonała się pani Olena, choreografka z Kałanczaka.

Wielką ulgę uciekinierzy poczuli, gdy zmordowani po trzech dobach podróży stanęli na łotewskiej ziemi. Potem przez Litwę dotarli do Polski, gdzie udali się do Łęcznej, w której Ukraińców przyjął ich serdeczny wieloletni znajomy Marek Patryn, emerytowany nauczyciel i jeden z koordynatorów wymian młodzieży.

Trwa zbiórka dla zaprzyjaźnionych miejscowości

Pedagog zorganizował zbiórkę dla mieszkańców Gołej Przystani i Kałanczaka, do której przyłączył się łęczyński ratusz, rada osiedla Niepodległości oraz Parafia pw. św. Barbary w Łęcznej.

Dary są potrzebne, bo sytuacja w obwodzie chersońskim jest bardzo trudna: spekulanci przywożą podstawowe produkty z Krymu i sprzedają je, podnosząc ceny nawet czterokrotnie w porównaniu do czasów sprzed wojny. Rolnicy nie pracują na polach. To wszystko sprawia, że w niedługim czasie może tam nastać głód.

Marek Patryn zapowiada, że sam zawiezie te dary do Kałanczaka i Gołej Przystani, jak tylko sytuacja na to pozwoli.

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy