reklama

Podwójne „nie” dla górników. Spółka zależna ucina temat dodatków, związki wzywają do paraliżu sobót

Opublikowano:
Autor:

Podwójne „nie” dla górników. Spółka zależna ucina temat dodatków, związki wzywają do paraliżu sobót - Zdjęcie główne
Autor: LW Bogdanka/Facebook

reklama
Udostępnij na:
Facebook
Informacje łęczyńskieKonflikt wokół stawek za pracę w weekendy oraz przyszłości miejsc pracy w Lubelskim Węglu „Bogdanka” S.A. wkracza w fazę otwartej konfrontacji.
reklama

Do sporu, w którym zarząd węglowej spółki odmówił negocjacji i odesłał stronę społeczną do podwykonawcy, dołączyło Przedsiębiorstwo Handlowo-Usługowe „Górnik” Sp. z o.o. W oficjalnym piśmie z 22 października prezes spółki zależnej całkowicie odrzucił postulaty płacowe, zasłaniając się przepisami o systemie pracy weekendowej oraz brakiem pieniędzy, a samo spotkanie ze związkami uznał za bezprzedmiotowe. W odpowiedzi na zablokowanie rozmów przez obu pracodawców reprezentatywne centrale związkowe skierowały do władz Bogdanki pakiet kilkudziesięciu bezkompromisowych pytań i wystosowały twarde ultimatum z terminem rozmów wyznaczonym na poniedziałek, 26 października. Jednocześnie w zakładzie opublikowano odezwę wzywającą załogę do natychmiastowego zaprzestania tzw. „obkładania się”, czyli odmowy pracy produkcyjnej w weekendy.

reklama

Górnik odpowiada związkom: To system weekendowy, dodatków nie będzie

Czwartkowe pismo z 22 października rozwiało wszelkie nadzieje na polubowne porozumienie w kwestii wynagrodzeń pracowników realizujących zadania w dni wolne. Prezes zarządu PHU „Górnik” Sp. z o.o. Piotr Suszyński wystosował oficjalną odpowiedź na pismo trzech związków zawodowych z 9 października, które domagały się pilnych rozmów i wprowadzenia dodatków w wysokości 50, 100 i 150 proc. za pracę w soboty, niedziele i święta.

Stanowisko władz spółki-córki okazało się jednoznacznie odmowne. Prezes Piotr Suszyński wskazał w dokumencie, że wszyscy pracownicy PHU „Górnik” świadczący usługi na rzecz LW „Bogdanka” poza harmonogramem załogi kopalni są zatrudnieni w oparciu o art. 144 Kodeksu pracy, czyli w specyficznym systemie pracy weekendowej. Zgodnie z tymi przepisami praca może być wykonywana wyłącznie w piątki, soboty, niedziele i święta, co w realiach spółki oznacza grafik obejmujący wyłącznie soboty, niedziele i dni świąteczne.

reklama

Władze przedsiębiorstwa podkreśliły, że zatrudnienie w takim reżimie prawnym sprawia, iż weekendy są dla tych osób zwykłymi dniami pracy wynikającymi z umowy, a nie pracą ponadwymiarową. W konsekwencji – jak argumentuje prezes Górnika – pracownikom nie przysługuje z tego tytułu żadne dodatkowe wynagrodzenie ani rekompensaty finansowe, jakie kodeksowo stosuje się przy klasycznym stosunku pracy od poniedziałku do piątku.

Na formalno-prawnej interpretacji argumentacja zarządu PHU „Górnik” się jednak nie skończyła. Jako drugi powód odrzucenia żądań związkowców wskazano twarde realia ekonomiczne. Zarząd spółki poinformował wprost o całkowitym braku możliwości finansowych po stronie przedsiębiorstwa na sfinansowanie jakichkolwiek podwyżek czy dodatków postulowanych przez stronę społeczną. Wobec takiego stanu rzeczy Piotr Suszyński uznał, że organizowanie jakiegokolwiek trójstronnego spotkania z udziałem związków i zarządu Bogdanki jest całkowicie nieuzasadnione.

reklama

Spychologia gabinetów: kopalnia odsyła do spółki, spółka do przepisów

Treść pisma z PHU „Górnik” to bezpośrednia kontynuacja strategii przyjętej wcześniej przez zarząd Lubelskiego Węgla „Bogdanka” S.A. Zaledwie kilka dni wcześniej, 16 października, władze kopalni – reprezentowane przez prezesa Zbigniewa Stopę, wiceprezesa ds. rozwoju Sławomira Krenczyka oraz dyrektora ds. personalnych Pawła Kraszewskiego – w identyczny sposób odprawiły związkowców z kwitkiem.

Wówczas zarząd Bogdanki oświadczył, że kopalnia występuje wyłącznie w roli zamawiającego usługi i nie posiada jakichkolwiek uprawnień do ingerowania w kształtowanie stawek, regulaminów płacowych i stosunków pracy w zewnętrznym podmiocie, jakim formalnie jest PHU „Górnik”. Dyrekcja powołała się dodatkowo na rygory Ustawy Prawo zamówień publicznych, przekonując, że kontrakt łączący obie firmy nie może być dowolnie modyfikowany, a zamawiający nie ma podstaw prawnych do narzucania wykonawcy poziomu wynagrodzeń.

reklama

Równolegle kopalniani decydenci zdystansowali się od pytań o przyszłość spółki w kontekście transformacji energetycznej, jakie na początku października skierowały cztery organizacje (w tym Związek Zawodowy „Kadra”). Zarząd stwierdził krótko, że wszelkie mechanizmy osłonowe dla odchodzących z górnictwa leżą w wyłącznych kompetencjach rządu, a władze spółki nie mogą składać deklaracji w imieniu administracji państwowej. Przypomniano jedynie prognozy ze strategicznych dokumentów, zapowiadające drastyczny spadek średniego rocznego wydobycia węgla: z ok. 8,2 mln ton w latach 2025–2030 do zaledwie 6,6 mln ton rocznie w latach 2031–2035.

Taka postawa obu zarządów wywołała oburzenie związkowców. Przedstawiciele załogi uznali, że kopalnia stosuje podręcznikową spychologię: Bogdanka twierdzi, że nie ma wpływu na stawki w swojej spółce zależnej, a zarząd spółki zależnej odpowiada, że nie ma pieniędzy w ramach kontraktu i zasłania się kodeksem pracy. Górnicza „Solidarność” skomentowała to wprost jako próbę ucieczki od odpowiedzialności za los ludzi, kwitując oficjalne pisma stwierdzeniem: „nie mamy dla was pieniędzy, ale jesteśmy gotowi do niekończących się rozmów”.

Twarde ultimatum związkowców: 20 października i lista żądań

Związkowcy z trzech reprezentatywnych organizacji – Związku Zawodowego Górników w Polsce, NSZZ „Solidarność” oraz Związku Zawodowego „Przeróbka” – nie zamierzali jednak składać broni. Jeszcze przed nadejściem odmowy z PHU „Górnik”, we wtorek 20 października 2026 roku, do sekretariatu zarządu LW „Bogdanka” trafiło obszerne, oficjalne wystąpienie. Pod dokumentem podpisali się przewodniczący Jacek Świrszcz, Mariusz Romańczuk i Jarosław Niemiec oraz ich zastępcy: Bartłomiej Pondel, Karol Błaszczuk i Piotr Sarama.

Strona społeczna w niezwykle ostrym tonie odrzuciła tłumaczenia o braku kompetencji, podkreślając, że nie oczekuje zastępowania rządu ani formalnego przejmowania roli pracodawcy wobec pracowników spółki zależnej. Związkowcy zażądali jednak rzetelnych informacji o tym, jakie realne kroki zamierza podjąć kopalnia jako gospodarz całego procesu. Nie czekając na kolejne uniki, liderzy związkowi jednostronnie wyznaczyli zarządowi termin spotkania na poniedziałek 26 października w sali konferencyjnej budynku zarządu spółki. W chwili oddawania tego wydania naszej gazety do druku ważyły się losy tego, czy prezesi podejmą dialog przy wspólnym stole, czy wybiorą wariant siłowy.

Do pisma dołączono bezprecedensowy, podzielony na kilkadziesiąt szczegółowych podpunktów kwestionariusz, zobowiązując zarząd do pisemnej odpowiedzi w ciągu 14 dni:

Transformacja i gwarancje zatrudnienia - Związki dopytują, czy proponowany przez zarząd dialog ma mieć charakter wiążących negocjacji, czy jedynie bezproduktywnych konsultacji. Żądają ujawnienia prognoz zatrudnienia do 2035 roku z podziałem na poszczególne grupy zawodowe oraz jasnej deklaracji, czy planowany spadek wydobycia o 1,6 mln ton rocznie pociągnie za sobą zwolnienia grupowe, wygaszanie wakatów i nieprzedłużanie umów. Padły pytania o to, ile dokładnie nowych miejsc pracy powstanie w ramach projektów dywersyfikacyjnych do końca 2030 i 2035 roku, z jakich źródeł będą finansowane oraz czy pracownicy zachowają ciągłość stażu i dotychczasowe zarobki.

Warunki kontraktu z PHU „Górnik” - Strona społeczna podważyła tezę o całkowitej niemocy zamawiającego. Związkowcy zapytali, czy przed sformułowaniem odmowy zarząd przeanalizował możliwości waloryzacji umowy, czy podwykonawca występował o zwiększenie środków oraz czy w przyszłych postępowaniach przetargowych spółka uwzględni realne koszty pracy w dni wolne.

Bezpieczeństwo i normy BHP - Pismo dotyka najbardziej wrażliwej kwestii, jaką jest fizyczne przeciążenie załogi. Związki domagają się ujawnienia danych: jaka obsada jest wymagana do w pełni bezpiecznego prowadzenia robót, a ilu ludzi faktycznie pracuje na zmianach w weekendy? Padło pytanie o analizy służb BHP dotyczące wpływu braku odpoczynku na zmęczenie pracowników oraz propozycja powołania wspólnego zespołu kontrolnego, który zbadałby warunki pracy pod ziemią.

Załoga ma dość pracy na cudze premie

Równocześnie z działaniami dyplomatycznymi centrale związkowe zdecydowały się na krok o wiele bardziej radykalny, uderzając bezpośrednio w kopalniany system organizacji pracy. W zakładzie pojawiła się oficjalna odezwa skierowana bezpośrednio do pracowników, zatytułowana bez ogródek: „Dość pracy w weekendy na premie dla prezesów”.

W ulotce sygnowanej przez ZZ „Przeróbka”, NSZZ „Solidarność” oraz ZZG w Polsce padają niezwykle mocne oskarżenia pod adresem kadry zarządzającej. Związkowcy zarzucają kierownictwu spółki arogancję i hipokryzję. Przypomnieli, że członkowie zarządu inkasują sowite wynagrodzenia oraz wysokie premie za rzekomą realizację planów, podczas gdy zwykłym pracownikom kopalni obcięto po 6 tysięcy złotych z premii za miniony rok pod pretekstem niewykonania wskaźników produkcyjnych. „To już nie kij i marchewka. Oni używają już tylko kija” – piszą z goryczą związkowcy.

Tekst odezwy odwołuje się bezpośrednio do godności robotniczej i prawa do życia prywatnego. Autorzy pytają wprost, czy załoga pozwoli traktować się przedmiotowo i godzić się na darmowe budowanie wizerunku zarządu kosztem zdrowia i czasu spędzanego z rodzinami: „Robić na jaśnie panów w naszym czasie wolnym, kiedy oni już nawet nie zachęcają, tylko wychodzą z założenia, że weekend to nawet nie są dni wolne. A gdzie nasze życie? Zacznijmy je wreszcie szanować, skoro dla nich jest nic nie warte. (...) Sami sobie pracujcie na wasze miliony. Niech Zarząd sam ścianą w sobotę jedzie i buduje swój sukces produkcyjny”.

Kulminacyjnym punktem manifestu jest wezwanie do pracowniczego bojkotu. Trzy organizacje oficjalnie zaapelowały do wszystkich pracowników o natychmiastowe wstrzymanie się od tzw. „obkładania się”, czyli dobrowolnego zapisywania się na dodatkowe szychty produkcyjne w soboty. „Wzywamy do niepodejmowania pracy produkcyjnej w soboty, aż do momentu, kiedy zaczną się poważne rozmowy z poważnymi ludźmi. Niech sobie radzą z wykonaniem kontraktów sami, skoro lekceważą załogę” – czytamy w podsumowaniu odezwy.

Czym grozi paraliż sobót? Widmo kryzysu w kopalni

Wezwanie do bojkotu pracy w dni wolne to dla Bogdanki cios w najczulszy punkt machiny wydobywczej. W specyfice nowoczesnego górnictwa podziemnego pojęcie „obkładania się” oznaczało dotychczas dobrowolne, ale powszechnie praktykowane zasilanie weekendowych zmian przez doświadczonych pracowników dołowych i powierzchniowych. Bez weekendowej pracy załogi i wsparcia ze strony spółek takich jak PHU „Górnik” utrzymanie dobowego wydobycia na poziomie gwarantującym realizację rocznych planów rzędu 8–9 milionów ton jest technicznie niemożliwe.

Soboty i niedziele to w kopalni czas kluczowy nie tylko z punktu widzenia czystego urobku. W dni wolne od standardowego ruchu realizowane są najbardziej newralgiczne roboty konserwacyjne, przeglądy magistralnych taśmociągów, prace profilaktyczne związane z zagrożeniem tąpaniami i metanem, a także zbrojenia i likwidacje wyeksploatowanych ścian wydobywczych. Jeśli pracownicy posłuchają apelu związków i nie zjadą w soboty pod ziemię, kopalnia stanie w obliczu potężnego zatoru technologicznego. Brak przygotowania przodków i ścian w weekend uniemożliwi płynne rozpoczęcie fedrowania w poniedziałkowy poranek.

Konsekwencje takiego paraliżu mogą okazać się dewastujące dla finansów przedsiębiorstwa. Zmniejszenie wolumenu wydobycia postawi pod znakiem zapytania realizację wiążących umów na dostawy węgla do elektrowni systemowych wchodzących w skład Grupy Enea, do której należy lubelska kopalnia. To z kolei grozi spółce gigantycznymi karami umownymi za niedostarczenie zakontraktowanego surowca, a w skrajnym wypadku – utratą strategicznych odbiorców.

Decydujące starcie o przyszłość

Lubelski Węgiel Bogdanka – przez dekady uważany za wzór efektywności, stabilności i dialogu społecznego w polskim przemyśle wydobywczym – stanął na krawędzi najpoważniejszego kryzysu pracowniczego od wielu lat. Odpowiedź zarządu PHU „Górnik” z 22 października, w której spółka definitywnie odmówiła dodatków i odrzuciła ideę spotkania, jeszcze bardziej dolała oliwy do ognia. Związkowcy zyskali ostateczny dowód na to, że pracownicy wykonujący najcięższe zadania w weekendy zostali formalnie uwięzieni w reżimie pracy weekendowej, nie mając szans na równe traktowanie bez radykalnych działań protestacyjnych.

Presja ze strony załogi jest olbrzymia. Związkowe ultimatum i wyznaczony na 26 października termin spotkania w gmachu zarządu. Jeśli zarząd Bogdanki zignorował wezwanie strony społecznej i po raz kolejny zasłonił się formalną niemocą, weekendowy bojkot może być zaledwie preludium do wszczęcia formalnego sporu zbiorowego i referendum strajkowego. Czas na uniki i wymianę pism bezpowrotnie się skończył – najbliższe dni pokażą, czy w lubelskim zagłębiu dojdzie do kompromisu, czy do otwartej konfrontacji, której koszty odczuje cała regionalna gospodarka.

 

reklama
reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy
reklama
reklama
logo