Skrzyżowanie ulicy Staszica z ulicą Stefanii Pawlak to jeden z newralgicznych punktów komunikacyjnych na mapie Łęcznej. Codziennie przejeżdżają tędy setki samochodów osobowych, a także autobusy komunikacji publicznej oraz gimbusy dowożące dzieci do szkół. Od pewnego czasu kierowcy zmuszeni są gwałtownie zwalniać przed sporych rozmiarów wyrwą, która raz po raz wypełniana jest kruszywem. Po intensywnych opadach deszczu i pod ciężarem kół materiał zabezpieczający ulega jednak wykruszeniu, tworząc niebezpieczny uskok w nawierzchni. Wśród mieszkańców i kierowców narasta zniecierpliwienie, a zdezorientowani łęcznianie dopytują, dlaczego drogowcy nie położą w tym miejscu nowej łaty z asfaltu.
Władze miasta tłumaczą, że wykładanie asfaltu na obecnym etapie byłoby wyrzucaniem pieniędzy w błoto. Prawdziwe źródło problemu znajduje się bowiem bardzo głęboko pod ziemią, gdzie zniszczeniu uległy kilkudziesięcioletnie betonowe kolektory deszczowe oraz studnie kanalizacyjne, budowane jeszcze w fazie powstawania osiedla. Pod jezdnią wciąż dochodzi do przemieszczania mas ziemnych, a nieszczelny rurociąg sprawia, że każda kolejna ulewa wypłukuje podbudowę trasy.
– Mogą mieszkańcy pomyśleć, że była jakaś dziura, zasypaliśmy, dlaczego nie wylewamy asfaltu? Nie wylewamy, bo mamy zapadniętą kanalizację deszczową. Jeżeli byśmy teraz nałożyli na to asfalt, to wiemy, że ta woda prędzej czy później to pokruszy i wymyje – wyjaśnia Bartłomiej Zwolakiewicz, zastępca burmistrza Łęcznej.
Ulica Staszica stanowi kręgosłup komunikacyjny tej części miasta, dlatego tradycyjny, głęboki wykop przez całe skrzyżowanie odciąłby ruch na wiele tygodni i wywołał komunikacyjny paraliż. Aby temu zapobiec, magistrat zdecydował się na zastosowanie specjalistycznych technologii bezwykopowych. Ponad 130 metrów podziemnej sieci zostanie zmodernizowanych i uszczelnionych metodami reliningu oraz krakingu, co pozwoli wprowadzić nowe przewody bezpośrednio do wnętrza uszkodzonych rur bez konieczności rozcinania asfaltu wzdłuż jezdni.
Otwarty wykop zostanie ograniczony do absolutnego minimum. Drogowcy rozkopią jedynie 9-metrowy fragment terenu, w którym konieczne jest ręczne skorygowanie spadku rurociągu. Zakres przedsięwzięcia obejmie także remont i ciśnieniowe uszczelnienie studni rewizyjnych znajdujących się w pasie drogowym.
Przedsięwzięcie pod skrzyżowaniem będzie skomplikowaną pod względem inżynieryjnym i bardzo kosztowną operacją budowlaną. Szacunki rynkowe wskazują, że ostateczny rachunek za usunięcie podziemnej awarii może okazać się sporym obciążeniem dla miejskiej kasy.
– Szacujemy, że to może kosztować kilkaset tysięcy. Ale z informacji od firmy, która nam to przygotowuje, myślę, że to nawet może być pół miliona, a nawet około sześciuset tysięcy złotych. Tak że to są bardzo duże koszty – przyznaje wiceburmistrz Bartłomiej Zwolakiewicz.
Urząd Miejski w Łęcznej kończy obecnie przygotowywanie dokumentacji projektowo-kosztorysowej i lada chwila ogłosi postępowanie przetargowe na wyłonienie wykonawcy prac specjalistycznych. Urzędnicy zakładają, że ekipy remontowe wejdą w teren i uporają się z całą awarią jeszcze przed nadejściem zimy. Do momentu rozpoczęcia głównych robót podziemnych stan zapadliska ma być stale monitorowany przez służby komunalne, a wykruszający się tłuczeń na bieżąco uzupełniany, by zapewnić przejezdność trasy. Kierowcy proszeni są o zachowanie szczególnej ostrożności podczas przejazdu przez skrzyżowanie.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.