Wspólnota: Panie Starosto, zacznijmy od kwestii tożsamościowej, która wciąż budzi emocje. Mieszka Pan w powiecie świdnickim, a zarządza powiatem łęczyńskim. Jak Pan ocenia oba miasta? Gdzie bije Pana serce w Łęcznej czy w Świdniku?
Zacznijmy od sprostowania, bo ta "łatka" świdniczanina jest mi przyklejana od początku, a prawda jest taka, że mieszkam w Mełgwi. Jeśli zaś chodzi o porównanie obu powiatów, to z perspektywy włodarza sytuacja jest niemal identyczna, szczególnie w obszarze finansów. Żaden powiat w Polsce nie ma dziś stabilnego źródła dochodów własnych, w gminach są podatki lokalne, Urząd Marszałkowski ma swoje daniny, a my musimy szukać montaży finansowych i opierać się na współpracy z wójtami.
W kwestii "serca" i pochodzenia użyję analogii piłkarskiej: starosta jest jak trener z zewnątrz. Przychodzi do klubu, dostaje wizję od zarządu i jest rozliczany z efektów oraz kompetencji, a nie z tego, co ma wpisane w dowodzie. Przykładem niech będzie trener Łukasz Mierzejewski – zaczynał w Górniku Łęczna, potem z sukcesami prowadził Avię Świdnik i nikt nie wypominał mu korzeni, bo liczyła się praca.
Wspólnota: Ale jednak Górnik Łęczna czy Avia Świdnik?
Patrząc na obecną sytuację, niektórzy przewidują, że może dojść do derbowego spotkania. Ja jednak przede wszystkim życzę Avii awansu, a Górnikowi Łęczna utrzymania obecnego poziomu rozgrywkowego. Uważam, że zarówno Świdnik, jak i Łęczna, a szerzej cała Lubelszczyzna, zasługują na sport na wysokim poziomie. Mamy wspaniałą młodzież i to jest dla mnie szczególnie ważne. Cieszy fakt, że oba kluby konsekwentnie inwestują w młodych zawodników, a to oni stanowią naszą przyszłość.
Wspólnota: W przestrzeni publicznej huczy od plotek o "desancie świdnickim" w starostwie. Ilu ludzi ze Świdnika ściągnął Pan na urzędowe etaty?
Nie prowadzę statystyk zamieszkania pracowników, bo nie to jest kryterium zatrudnienia. Obowiązuje nas ustawa o pracownikach samorządowych, są otwarte konkursy, każdy może wystartować. Aby uciąć spekulacje, ja sam wyłączyłem się z prac komisji konkursowych, by nie było żadnych niedomówień. Co do konkretów sekretarz powiatu nie jest ze Świdnika, mieszka w powiecie lubelskim. Kieruję się kwalifikacjami i wartością dodaną, jaką dana osoba wnosi do urzędu, a nie adresem.
Wspólnota: A czy poparłby Pan mieszkańca Łęcznej na stanowisku Starosty Świdnickiego? Czy to partnerstwo działa w obie strony?
Wybór starosty to wynik politycznych ustaleń koalicyjnych w radzie. Jeśli radni uznają, że dany kandydat jest najlepszy, to pochodzenie jest drugorzędne. Mirosław Król, wieloletni starosta świdnicki, pochodził z Ostrowca Świętokrzyskiego, nie urodził się w Świdniku i w nim nie mieszkał i nikt nie robił z tego problemu. Jeśli w przyszłości mieszkaniec Łęcznej miałby kompetencje i poparcie rady w Świdniku, nie widzę przeszkód i poparłbym taką kandydaturę.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.