reklama

Szymon przebiegnie przez Amerykę Południową

Opublikowano:
Autor:

Szymon przebiegnie przez Amerykę Południową - Zdjęcie główne

reklama
Udostępnij na:
Facebook
Informacje łęczyńskieSzymon z Bobrownik biegnie przez kontynent. "Największe wyzwanie? Namiot na plecach i wilgotność".
reklama

Mieszkaniec Łęcznej z osiedla Bobrowniki, a zarazem aktywny członek grupy Łęczna Biega, realizuje projekt, który brzmi jak scenariusz filmu przygodowego i od 1 stycznia br. biegnie przez Amerykę Południową, dzień po dniu pokonując dziesiątki kilometrów w górach i w zmiennych warunkach pogodowych. Startował w Bogocie (Kolumbia), a za cel obrał Punta Arenas na południu Chile.

- Przez najbliższe dwa - trzy dni będę w Pasto i w okolicach. Jest szansa na dobre zdjęcia,  ale zobaczymy. Nie znam tych terenów, więc zarówno Ciebie, jak i mnie mogą one zaskoczyć pozytywnie, jak i zaskoczyć nudą – mówi Szymon w krótkiej, przeprowadzonej przez kilkoma dniami rozmowie z naszą redakcją. Pasto to miasto położone wysoko w Andach, niedaleko granicy z Ekwadorem. W okolicy są m.in. jeziora i wulkaniczne krajobrazy, które – jak przyznaje nasz rozmówca – "mogą zrobić robotę".

reklama

Kolumbia bez złudzeń: ostrożność zamiast brawury

Choć w Kolumbii jest już trzeci raz, ta podróż szybko przypomniała mu, że romantyczna wizja "samotnego biegu przez świat" musi iść w parze z rozsądkiem.

- Zaraz drugiego dnia po przylocie, jak chciałem pobiec w jedno miejsce, miejscowi zabronili mi tam iść. Sami zaproponowali podwózkę motorem, żebym ominął tę lokalizację  – opowiada. Po chwili dodaje, że mieszkańcy pokazali mu dowody na to, jak poważne potrafi być tam zagrożenie. Szymon nie ukrywa - w takich momentach decyzja o zmianie trasy nie jest "porażką", tylko elementem przetrwania.

W pierwotnym planie miał także bieg przez fragment Wenezueli, jednak sytuacja polityczna w regionie wszystko skomplikowała. W styczniu br. doszło do głośnej operacji zakończonej pojmaniem Nicolása Maduro przez USA, co odbiło się szerokim echem międzynarodowym. - Nie mogłem przekroczyć granicy. Mam tam wielu przyjaciół z poprzednich podróży, których chciałem odwiedzić, ale życie tym razem zdecydowało inaczej – podsumowuje.

reklama

Od "wysportowany ponad średnią" do zawodowego treningu

Szymon nie jest człowiekiem, który "wstał z kanapy" i postanowił zostać ekstremalnym podróżnikiem. O bieganiu mówi konkretnie i technicznie – jak ktoś, kto wie, z czym wiąże się wysiłek powtarzany codziennie przez tygodnie i miesiące.

- W profesjonalnym treningu biegowym jestem od około trzech lat, ale od zawsze byłem wysportowany powyżej średniej. Podróżuję regularnie, odkąd ukończyłem 18-tkę i w trakcie wyjazdów nie rezygnowałem z aktywności fizycznej – tłumaczy.

Od kilku lat trenuje biegi górskie, a wyprawa przez Amerykę Południową ma być – jak sam mówi – nie tylko spełnieniem marzenia, ale też "kontynuacją przygotowań i treningów". Logistyka w wersji ultra: wszystko na plecach
W jego opowieści najmocniej wybrzmiewa jedno: to nie jest "wyjazd na sportowo", gdzie po biegu wraca się do hotelu i czeka ciepły prysznic. Tutaj prysznic, nocleg, jedzenie, bezpieczeństwo i regeneracja są częścią tej samej układanki – i wszystko musi się zmieścić w plecaku.

reklama

- Nie mogłem wielu rzeczy ze sobą zabrać, bo muszę z całym ekwipunkiem biegać, a to waży i zajmuje miejsce. Można powiedzieć, że bieganie z namiotem na plecach po tych górach i w tej wilgotności jest największym wyzwaniem i utrudnieniem – przyznaje.

Najważniejsze elementy wyposażenia? Te, które w zwykłej turystyce bywają "dodatkiem", a tu są fundamentem: lekki śpiwór i namiot – możliwie małe po spakowaniu, możliwie niezawodne w trudnych warunkach. 
 Budżet na styk i praca "w drodze"
Szymon od początku zakładał, że wyprawa będzie "po taniości". Śpi w namiocie, ogranicza koszty do minimum i liczy każdy wydatek. Jak mówi, jego finansową bazą jest "bardzo niewielki, ale regularny dochód" z pracy trenerskiej.

- Jestem trenerem biegania, przygotowuję zawodników na różnych poziomach na dystanse od 5 km po ultramaratony. Z wiarą w to, że dołączy pod moją opiekę kilku nowych zawodników, wyruszyłem w tę podróż, mając nadzieję, że to pozwoli mi się utrzymać, żyjąc w bardzo oszczędny sposób.

reklama

W praktyce oznacza to, że ten projekt jest także próbą połączenia sportu, pasji i pracy – w warunkach, które dla większości byłyby po prostu "nie do ogarnięcia".

Wspólnota będzie śledzić trasę

Wyprawa ma charakter niskobudżetowy, ale nawet przy największej oszczędności pojawiają się koszty, których nie da się ominąć: jedzenie, naprawy, transport awaryjny, czasem bezpieczniejszy nocleg, czasem konieczność zmiany trasy. Osoby, które chcą symbolicznie wesprzeć Szymona, mogą postawić mu "wirtualną kawę".

reklama
reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy
reklama
reklama
logo